Ruch Światło-Życie

blachnicki2W Kościele katolickim istnieje wiele dróg formacji.  Jedną z takich dróg, jest Ruch Światło – Życie, zwany również Oazą, zapoczątkowany przez kapłana diecezji katowickiej ks. Franciszka Blachnickiego. Człowieka, który będąc w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, oczekując na karę śmierci, przeżył duchowe nawrócenie i postanowił oddać całe swoje życie Chrystusowi. Zawierzenie to zrealizował w powołaniu kapłańskim.

Korzeni Ruchu należy szukać pod koniec lat 50, kiedy to władze państwowe znosiły wszelkie organizacje katolickie, zakazując ich działalności. W takiej atmosferze ks. Blachnicki podejmował pierwsze próby, które zaowocowały po latach.

Ideą ruchu oazowego od początku były 15 dniowe rekolekcje zamknięte, prowadzone metodą przeżyciową. „jak się z młodzieżą jedzie w teren, to wtenczas się młodzież poznaje, oni księdza poznają, zadzierzgnie się przyjaźń, znajomości i wtenczas wpływ pedagogiczny jest większy” to słowa ks. prałata Jana Głoda, który razem z innymi młodymi wtedy księżmi organizował pierwsze oazy wakacyjne, które odbywały się najczęściej w atmosferze konspiracyjnej. Ukrywano się, aby władze  nie dowiedziały się, że gdzieś, w jakiejś najczęściej maleńkiej miejscowości, grupa ludzi zgromadzona jest na takim wyjeździe. Takie sytuacje były na porządku dziennym. Niejednokrotnie rekolekcje zostawały rozwiązywane w trakcie. Mimo tych przeszkód ze strony władz, a także często braku materialnych środków do organizacji wyjazdu, księdzu założycielowi bardzo zależało na tym, aby te wyjazdy miały miejsce, właśnie ze względu na większe oddziaływanie pedagogiczne.

Jako że Ruch Światło -Życie za sprawą ks. Franciszka wiele zaczerpnął z harcerstwa, obok wpajanych wartości religijnych, wychowuje do postaw głęboko patriotycznych. Młodzi ludzie już decydując się na wyjazd na pierwsze turnusy rekolekcji wakacyjnych, musieli liczyć się z tym, że nie będzie łatwo w obecnej wówczas sytuacji w naszym państwie. Program formacji duchowej nie jest oderwany od świadomości historycznej. Wychowanie do wolności, do miłości ojczyzny i poczucia odpowiedzialności za nią, idą w parze z dążeniem do osiągnięcia dojrzałości chrześcijańskiej.

 

Dziś my animatorzy i uczestnicy często z niedowierzaniem słuchamy świadectw osób, które wtedy uczestniczyły w oazach. Te wyjazdy były szkołą dojrzałości i odpowiedzialności. W dzień przyjazdu pierwszym zadaniem było wypchanie sobie siennika słomą i zaniesienie na odpowiednie miejsce. Spało się w garażach, stodołach, przy prywatnych gospodarstwach życzliwych ludzi. Często jedynym miejscem w którym można było się umyć, była pobliska rzeka.

Jeden z moderatorów prowadzących w latach 70tych rekolekcje wakacyjne dla ministrantów wspomina, jak w pewnym momencie pojawił się problem, grupka chłopców nie chciała się myć. Po rozmowach moderatora i animatora z chłopcami, wyszedł na jaw prawdziwy powód ich lęku i niechęci do tego typu toalety. Pewien chłopiec wyznał w końcu: bo w wodzie są małe robaczki.

Wspólnota odbywająca oazę o wszystko musiała zadbać we własnym zakresie. Przygotowanie posiłków, nakrycia, dbałość o porządek – wszystko było wpisane w formację przeżywanych rekolekcji.

Z czasem formacja zaczęła obejmować również pracę w małych grupach w ciągu całego roku.